S³owa W Sieci

strona g³ówna ] [ o SWS ] [ linki ] [ kontakt ] [ sponsorzy ]
:: 2004 :: [ relacja ] [ fotki ] [ spotkanie ]
:: 2005 --> II Nadmorskie Spotkania Poetów "S³owa w Sieci". ]
F O T K I ] [ mapa ]

Relacja ze spotkania.

Muszê przyznaæ, ¿e trochê siê ba³em. Z dwóch powodów. Po pierwsze, jak ¿ywe sta³y mi przed oczami obrazki z "wieczorków poetyckich". Lokalna gwiazda s³owa pisanego ³ami±cym siê, ekhmmm... klimatycznym g³osem rozlewa litry egzaltacji po uszach s³uchaczy. Ci nawet nie zdaj± sobie sprawy z tego, ¿e mokn±, bo jedyne, co ich interesuje, to przysn±æ mo¿liwie niepostrze¿enie. W koñcu klaszcze siê tylko czasami, a najczê¶ciej na koñcu. Po drugie, wiadomo - poeci. Mimo, i¿ poznani nieco wcze¶niej Joaxii i Jamc rzucili w miarê pozytywne ¶wiat³o na tê ciemnogwiezdn± ha³astrê, na wszelk± wypadeczno¶æ dyskretnie umie¶ci³em w plecaku krucyfiks, fiolkê z wod± ¶wiêcon± i kilka osikowych ko³ków. Tak zaopatrzony stan±³em przed drzwiami brzydkiej jak noc (listopadowa, swoj± drog±) Której¶ tam Filii Biblioteki Takiej i Siakiej im. Conrada chyba w Gdañsku - Che³mie.

Gdy tylko znalaz³em siê za ciê¿kimi wrotami tej szacownej instytucji, pierwszy powód do strachu ulecia³ w sin± dal. "Przecie¿ ten kole¶ w czapce - jak siê potem okaza³o, Lejb Witoszyn - wygl±da ciut jak mój niegdysiejszy s±siad." pomy¶la³em. "Jakobe Mansztajn móg³by na przyk³ad byæ moim kumplem z by³ego roku". Nie. Takie towarzystwo nie mog³o wyprodukowaæ typowego "wieczorku poetyckiego". I nie wyprodukowa³o.

Zacz±³ wspomniany wcze¶niej Lejb. Z pocz±tku by³ chyba nieco spiêty. Có¿, w koñcu debiutowa³ w nowej roli, poza tym pierwszy ma zawsze pod górkê, wiêc mo¿na mu wybaczyæ. Tym bardziej, ¿e z up³ywem wersów Alan, postaæ chyba wszechobecna w lejbowych lirykach, coraz szczelniej pocz±³ wype³niaæ przytulnie mroczn± salê. Choæ nadal wolê czytaæ Witoszyna, ni¿ go s³uchaæ, summa summarum wystêp naprawdê udany.

Po kierowcy z Torunia, lat 32 scenê we w³adanie obj±³ Adonis z Oliwy, czyli Jakobe Mansztajn. Parafrazuj±c fabrycznego Oberadmina, nie przepadam za twórczo¶ci±, za to Autor zdaje mi siê wielce sympatyczny. Tak przynajmniej by³o do S³ów w Sieci, bo - moim skromnym zdaniem - wiersze Jakobe czytane rozkaszlanym troszkê g³osem przez swego twórcê zdecydowanie zyskuj±. Co oczywi¶cie nie znaczy, ¿e traci sam Kobe.

Po Mansztajnie jedyna postaæ, z której twórczo¶ci± nie by³em choæby jako tako obznajomiony - Marcin Jagodziñski. Z ca³ym szacunkiem dla Marcina stwierdziæ muszê subiektywnie, ¿e gdybym siê nie obznajomi³, jakie¶ wielkie ³zy by mi nie pop³ynê³y. Nie wiem, pewnie mam nieprzystaj±c± do jego tekstów wra¿liwo¶æ, ale mocno t³umi³em ziewniêcia. Zapewne zupe³nie, podkre¶lam, profañskie, bo brawa zebra³ ca³kiem rzêsiste.

Ledwie owe brawa ucich³y, strach numer jeden ze zdwojon± si³± rozcapierzy³ swoje macki. Na scenie pojawi³ siê jedyny na S³owach w Sieci Autor spoza sieci. Kazimierz Nowosielski. Jednak gdy tylko mi³y starszy pan j±³ deklamowaæ sw± twórczo¶æ, zacz±³em mocno siê tego strachu wstydziæ. Bowiem nie tylko pisze pan profesor (tak, tak, wyk³adowca na UGowskiej polonistyce) naprawdê interesuj±co, ale te¿ ob³êdnie mi³o czyta z lekkim, acz przemi³ym mym kresofilskim uszom akcentem.

Wyszed³em na przerwê oczarowany i w tym oczarowaniu z³apa³a mnie Mia, która naprawdê przypomina matriksow± Wyroczniê. Przegadali¶my intensywnie zadymione dwadzie¶cia minut i mój strach numer dwa ¶ladem swego kolegi uda³ siê na d³u¿szy spacer.

Po nikotynowo-paluszkowo-u¶miechowej przerwie - Jamc. Jedyny, który zdecydowa³ siê owego wieczora podeprzeæ sw± poezje podk³adem d¼wiêkowym. I dobrze zrobi³. W koñcu jest muzykiem i naprawdê by³o to s³ychaæ w nieco etnicznych, nieco ambientowych nutach. Drgania trolejbusowych szelek brzmia³y przy nich jeszcze bli¿ej ucha, ni¿ po prostu czytane z kartki. Grzegorz czyta³ d³ugo, ale na tyle transowo, wci±gaj±co, ¿e a¿ zapomnia³em, ¿e tu¿ po nim ma wyst±piæ moja osobista "gwo¼dziówa" programu, Mirka Szychowiak, czyli spotkana podczas przerwy Mia.

Podobnie jak Jakobe, Mia przyjecha³a nieco rozchorza³a. Na przekór jednak odrobinie ironii w jej przeprosinach, brzmia³a przez to naprawdê zmys³owo. Na tyle zaw³adnê³a nie tylko moj±, mam wra¿enie, uwag±, ¿e nawet buzuj±cy przez chwilê za oknem ch³opcy z osiedla nie zak³ócili ani na jotê jej wystêpu. O ile to by³o mo¿liwe, sta³em siê jeszcze wiêkszym fanem Mirki.

Straci³ na tym byæ mo¿e ostatni w kolejce Edward Pasewicz. Choæ darzê jego twórczo¶æ prawdziwym uznaniem, o wystêpie na SWS mogê tylko napisaæ, ¿e siê odby³. Przepraszam.

Strach numer jeden wype³z³ jeszcze na chwilê przed tzw. dyskusj± z publiczno¶ci±, ale po¿ywi³ siê jedynie sztampowym do zgrzytu szkliwa pytaniem pewnej pani o to, kto Artystów najbardziej inspirowa³. I przedtem, i potem by³o naprawdê ujmuj±co. Nawet, je¶li jest to naiwno¶ci± z mojej strony, ¶miem s±dziæ, i¿ twórcy z sieci nie s± (jeszcze? Oby nie) zepsuci przez rutynê tego typu spotkañ i potrafi± pokazaæ w takiej dyskusji autentyczn± szczero¶æ. Oczywi¶cie, nie chcê krzywdziæ w ten sposób pana Nowosielskiego, który wygl±da³ na prawdziwie wzruszonego. Jak pó¼niej stwierdzi³a Joaxii - biedni studenci UG...

O czê¶ci nieoficjalnej mogê jedynie napisaæ, i¿ odby³a siê we wbrew zapowiedziom wcale nie takim ohydnym pubie El Dorado, a rozpocz±³ j± pokaz genialnego wg mnie filmu pt. "Wo¿onko". I tyle. Bo potem siedzieli, pili, miast lulek (lulków?) palili papierosy. Tañców wprawdzie nie by³o, za to, zw³aszcza w warstwie dyskusyjnej, hulanek i swawoli ile dusza zapragnie.

Podsumowuj±c powinienem wyraziæ jak±¶ nieogarnion± ochotê na kolejne S³owa w Sieci. Nie wyra¿ê. Zabrzmia³o by to potwornie plastikowo i paradoksalnie podda³oby w w±tpliwo¶æ m± nadziejê, ¿e pierwsze SWS nie by³y ostatnimi. Wiem tyle, ¿e oba moje strachy gdzie¶ sobie posz³y. Wiem, ¿e wracaj±c do domu pierwsz± dzienn± "ósemk±" czu³em siê jak koñ po westernie. Szczê¶liwy koñ po dobrym westernie.

Synthspirit


· © SWS 2004 Joanna Bonarska ·

 
e d w a r d p a s e w i c z m i a a l d o n a b o r o w i c z a n d r z e j t c h ó r z e w s k i m i r k a s z y c h o w i a k m a r c i n j a g o d z i ñ s k i s t r z y g a v e l s t r z y g a a d a m p l u s z k a l e j b w i t o s z y n j a m c m o n i k a m o s i e w i c z b e k a s g r z e g o r z f e l c e n l o b e n k a z i m i e r z n o w o s i e l s k i j u l k a s z y c h o w i a k g r z e g o r z w i n k e l a n n g o y a e d w a r d p a s e w i c z m i a a l d o n a b o r o w i c z a n d r z e j t c h ó r z e w s k i m i r k a s z y c h o w i a k m a r c i n j a g o d z i ñ s k i s t r z y g a v e l s t r z y g a a d a m p l u s z k a l e j b w i t o s z y n j a m c m o n i k a m o s i e w i c z b e k a s g r z e g o r z f e l c e n l o b e n k a z i m i e r z n o w o s i e l s k i j u l k a s z y c h o w i a k g r z e g o r z w i n k e l a n n g o y a e d w a r d p a s e w i c z m i a a l d o n a b o r o w i c z a n d r z e j t c h ó r z e w s k i m i r k a s z y c h o w i a k m a r c i n j a g o d z i ñ s k i s t r z y g a v e l s t r z y g a a d a m p l u s z k a l e j b w i t o s z y n j a m c m o n i k a m o s i e w i c z b e k a s g r z e g o r z f e l c e n l o b e n k a z i m i e r z n o w o s i e l s k i j u l k a s z y c h o w i a k g r z e g o r z w i n k e l a n n g o y a e d w a r d p a s e w i c z m i a a l d o n a b o r o w i c z a n d r z e j t c h ó r z e w s k i m i r k a s z y c h o w i a k m a r c i n j a g o d z i ñ s k i s t r z y g a v e l s t r z y g a a d a m p l u s z k a l e j b w i t o s z y n j a m c m o n i k a m o s i e w i c z b e k a s g r z e g o r z f e l c e n l o b e n k a z i m i e r z n o w o s i e l s k i j u l k a s z y c h o w i a k g r z e g o r z w i n k e l a n n g o y a e d w a r d p a s e w i c z m i a a l d o n a b o r o w i c z a n d r z e j t c h ó r z e w s k i m i r k a s z y c h o w i a k m a r c i n j a g o d z i ñ s k i s t r z y g a v e l s t r z y g a a d a m p l u s z k a l e j b w i t o s z y n j a m c m o n i k a m o s i e w i c z b e k a s g r z e g o r z f e l c e n l o b e n k a z i m i e r z n o w o s i e l s k i j u l k a s z y c h o w i a k g r z e g o r z w i n k e l a n n g o y a e d w a r d p a s e w i c z m i a a l d o n a b o r o w i c z a n d r z e j t c h ó r z e w s k i m i r k a s z y c h o w i a k m a r c i n j a g o d z i ñ s k i s t r z y g a v e l s t r z y g a a d a m p l u s z k a l e j b w i t o s z y n j a m c m o n i k a m o s i e w i c z b e k a s g r z e g o r z f e l c e n l o b e n k a z i m i e r z n o w o s i e l s k i j u l k a s z y c h o w i a k g r z e g o r z w i n k e l a n n g o y a e d w a r d p a s e w i c z m i a a l d o n a b o r o w i c z a n d r z e j t c h ó r z e w s k i m i r k a s z y c h o w i a k m a r c i n j a g o d z i ñ s k i s t r z y g a v e l s t r z y g a a d a m p l u s z k a l e j b w i t o s z y n j a m c m o n i k a m o s i e w i c z b e k a s g r z e g o r z f e l c e n l o b e n k a z i m i e r z n o w o s i e l s k i j u l k a s z y c h o w i a k g r z e g o r z w i n k e l a n n g o y a e d w a r d p a s e w i c z m i a a l d o n a b o r o w i c z a n d r z e j t c h ó r z e w s k i m i r k a s z y c h o w i a k m a r c i n j a g o d z i ñ s k i s t r z y g a v e l s t r z y g a a d a m p l u s z k a l e j b w i t o s z y n j a m c m o n i k a m o s i e w i c z b e k a s g r z e g o r z f e l c e n l o b e n k a z i m i e r z n o w o s i e l s k i j u l k a s z y c h o w i a k g r z e g o r z w i n k e l a n n g o y a e d w a r d p a s e w i c z m i a a l d o n a b o r o w i c z a n d r z e j t c h ó r z e w s k i m i r k a s z y c h o w i a k m a r c i n j a g o d z i ñ s k i s t r z y g a v e l s t r z y g a a d a m p l u s z k a l e j b w i t o s z y n j a m c m o n i k a m o s i e w i c z b e k a s g r z e g o r z f e l c e n l o b e n k a z i m i e r z n o w o s i e l s k i j u l k a s z y c h o w i a k g r z e g o r z w i n k e l a n n g o y a e d w a r d p a s e w i c z m i a a l d o n a b o r o w i c z a n d r z e j t c h ó r z e w s k i m i r k a s z y c h o w i a k m a r c i n j a g o d z i ñ s k i s t r z y g a v e l s t r z y g a a d a m p l u s z k a l e j b w i t o s z y n j a m c m o n i k a m o s i e w i c z b e k a s g r z e g o r z f e l c e n l o b e n k a z i m i e r z n o w o s i e l s k i j u l k a s z y c h o w i a k g r z e g o r z w i n k e l a n n g o y a e d w a r d p a s e w i c z m i a a l d o n a b o r o w i c z a n d r z e j t c h ó r z e w s k i m i r k a s z y c h o w i a k m a r c i n j a g o d z i ñ s k i s t r z y g a v e l s t r z y g a a d a m p l u s z k a l e j b w i t o s z y n j a m c m o n i k a m o s i e w i c z b e k a s g r z e g o r z f e l c e n l o b e n k a z i m i e r z n o w o s i e l s k i j u l k a s z y c h o w i a k g r z e g o r z w i n k e l a n n g o y a e d w a r d p a s e w i c z m i a a l d o n a b o r o w i c z a n d r z e j t c h ó r z e w s k i m i r k a s z y c h o w i a k m a r c i n j a g o d z i ñ s k i s t r z y g a v e l s t r z y g a a d a m p l u s z k a l e j b w i t o s z y n j a m c m o n i k a m o s i e w i c z b e k a s g r z e g o r z f e l c e n l o b e n k a z i m i e r z n o w o s i e l s k i j u l k a s z y c h o w i a k g r z e g o r z w i n k e l a n n g o y a